poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 7.

Odkąd się obudziłam byłam cała w nerwach. Denerwowała mnie myśl, że Dragan mnie pocałował, a jeszcze bardziej, że mi się to podobało. Karciłam się w myślach. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić i to jak najszybciej. Zjadłam śniadanie, wzięłam zimny prysznic, pospiesznie ubrałam się w T-shirt, trochę prześwitującą, arbuzową koszulę, którą włożyłam w  zwykłe, jasne jeansy i starałam nastawić si bojowo na dzisiejszy dzień.
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów miałam na sobie płaskie obuwie, co ujmowało mi nieco pewności siebie, ale za to pozwalało na szybsze przemieszczanie. W razie ewentualnej ucieczki miałam większe szanse na przetrwanie.
Przerzuciłam torebkę przez ramię i zjechałam windą na parter, skąd od razu ruszyłam do samochodu. Nie interesowały mnie listy i rachunki, które trzeba było spłacić. W mojej głowie siedziało teraz coś zupełnie innego.
Droga do klubu dłużyła się niemiłosiernie. Wysiadając z auta, miałam tylko jeden cel. Znaleźć Dragana i go zabić. Wparowałam do środka i pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam grafik. Za chwilę mieli rozpocząć zajęcia na hali, więc czym prędzej ruszyłam biegiem na drugi koniec budynku. Nie przejmowałam się wzrokiem innych pracowników, teraz liczył się tylko on…
Wchodzę do szatni i momentalnie zauważam swój cel. Stoi, rozmawiając z Savanim. Bez zawahania podchodzę do niego i szturcham w ramię.
- Widzę, że jeszcze nie oddychałeś przez respirator! – krzyczę.
- Co? – uśmiecha się cwaniacko.
- Dawno nie chodziłeś o kulach, nie?
Patrzy na mnie jakbym była z kosmosu.
- Za kogo ty się masz, za jakiegoś Koperfilda czy co?! Wparowujesz do mojego mieszkania, całujesz mnie i znikasz, co to ma być?! Co to za chłam?! – krzyczę.
- Jestem Travica, biorę to, na co mam ochotę – uśmiecha się, po czym Cristian parska śmiechem.
- A ty co się śmiejesz?! – kontynuuję – Savani! Masz długie nogi, więc zrób z nich użytek i spadaj!
Wkurzona odwracam się na pięcie i wychodzę, trzaskając drzwiami. Szybkim krokiem wracam do swojego gabinetu, nie zwracając uwagi na „kolegów z pracy”.
- Cześć Mo – zaczepia mnie po drodze Zaytsev, na co ja odpowiadam mu jedynie wściekłym „spierdalaj!”.
Siedząc już w biurze, nie mogę się na niczym skupić i rozmyślam nad zemstą. Wkrótce potem wchodzi sekretarka, prosząc mnie o udanie się na rozmowę do prezesa. Kiedy słyszę te słowa, moje serce zamiera, a ja sama staję się blada jak ściana. Na szczęście szybko udaje mi się dojść do ładu.
Przestraszona idę tam i aż cała się trzęsę, myśląc że dostanę opieprz za te poranne krzyki z chłopakami. Na szczęście chodzi tylko o reklamę naszej drużyny, więc kamień spada mi z serca i z ulgą wypuszczam powietrze z  płuc. Grzecznie zajmuję miejsce i przeglądam podane mi dosłownie przed sekundą notatki.
Nagle do pomieszczanie wchodzi Travica. Wita się ze wszystkimi i zajmuje miejsce.
- No więc, zebraliśmy się ty, by omówić sprawę mającą na celu zwiększenie reklamy naszych siatkarzy – mówi prezes.
Podnoszę wzrok znad kartek i co widzę? Naprzeciwko mnie siedzi Dragan, oczywiście jako kapitan drużyny i patrzy mi się non stop w oczy, co mnie niezwykle irytuje i doprowadza do szału. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę i nie przestaje. Postanawiam się wyluzować i udowodnić mu, kto tutaj naprawdę rządzi.
Ściągam lewą stopą prawego buta i postanawiam się zabawić. Moja stopa wędruje na kolana Dragana, później wzdłuż ud, by na końcu wylądować na jego przyrodzeniu. Zaczynam go masować. Dragan momentalnie staje się zakłopotany, co mnie totalnie bawi. Teraz to ja nie mam zamiaru przestać.
Po chwili tej zabawy Travica z hukiem spada z krzesła. Wszyscy się pytają, czy wszystko w porządku, a ja mam taki ubaw, że łzy ciekną mi po policzkach ze śmiechu. Szybko jednak podnosi się i otrzepując bluzkę, mierzy mnie wzrokiem. Zajmuje swoje miejsce i do końca spotkania siedzi sztywno, co chwilę posyłając mi mordercze spojrzenia. Za każdym razem jego mina jest tak śmieszna, że nie wytrzymuję i cicho parskam śmiechem.
Ta konferencja zdecydowanie poprawiła mi humor i mimo że mam ochotę jeszcze się pośmiać z Dragana, to wstaję i wymykam się z sali, przepraszając wszystkich i usprawiedliwiając się papierkową robotą.
Siedzę w gabinecie i udaję, że pracuję, kiedy Travica, bez żadnego pukania, wpada do mojego biura.
- Co to do jasnej cholery było?! – drze się.
- Oddałam ci przysługę – odpowiadam, nie podnosząc na niego wzroku. – Teraz przynajmniej nie musisz się martwić, że komuś tego nie rozpowiesz, bo wszyscy widzieli – uśmiecham się sztucznie.
- O czym ty mówisz?!
- O tym, że jesteś paplą i nie potrafisz zatrzymać pewnych rzeczy dla siebie! Gdybyś przelizał się z Savanim świat też by się o tym dowiedział?!
- Nie udawaj, że cię to zabolało – śmieje się.
- Nie udawaj, że masz jaja…
- No akurat ty powinnaś wiedzieć o tym najlepiej…
- PALANT!
~*~
Tak więc jest już siódmy... ;) 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 6.


Wchodzę do mieszkania, trzaskając drzwiami. Nerwowo zdejmuję szpilki i rzucam je gdzieś na bok, pod ścianę. Szybko wpadam do pokoju, rzucając niechlujnie swoją torebkę na kanapę, przez co cała jej zawartość rozsypuje się na sofę, a część turla się po podłodze. Nie zwracam na to uwagi. Dobiegam do kuchni i z szafki wyjmuję jeden kieliszek. Kładę go na blacie i idę do barku, skąd zabieram butelkę wina.

Siadam na kanapie i nalewam trunku do kieliszka. Pochłaniam całą jego zawartość za jednym razem. Podobnie jest z drugim kieliszkiem, trzecim, czwartym… W końcu rezygnuję ze szkła i odkładam kieliszek na stolik przede mną. Piję jeszcze kilka łyków z gwinta i sięgam pilot od telewizora.

Mam dość facetów. W prawdzie obiecywałam, że się zmienię, ale… dla mnie już nie ma nadziei. Jestem niezależna i dobrze mi z tym, a że szanowny pan Tieri, jeden z największych biznesmenów na świecie nie doczeka się wnuków, to już nie mój problem.

Przeskakuję z jednego programu, na drugi, co chwila popijając winko. W telewizji oczywiście nic ciekawego nie leci. Zatrzymuję się na jakimś sportowym programie, gdzie akurat pokazują jakiś stary mecz tenisa.
Wino, nuda, spokój, brak popieprzonych idiotów obok mnie, którzy zawsze myślą tylko o jednym, sprawiają że cała złość powoli ustępuje. Nie mam już takiej ochoty zabić Dragana i Ivana.
Pierwsza butelka napoju właśnie się skończyła, więc leniwie wstaję z miejsca i znowu podchodzę do barku. Rozglądam się po jego wnętrzu, szukając czegoś innego, mocniejszego. Jak na złość niczego takiego nie ma, więc biorę dwie butelki wina. Jedna na zapas, żebym znowu nie musiała wstawać.
Wracam na miejsce akurat w momencie, kiedy mecz dobiega końca. Nie mam siły przełączyć na coś innego, więc zostaje to, co jest… Reklama proszku do prania, jakiegoś batonika, okien. W końcu puszczają coś związanego ze sportem… stary mecz siatkówki.
Śmieję się, sama nie wiedząc dokładnie z czego.
- Chyba zawsze będę już skazana na twój gówniany, zarośnięty ryj – mruczę pod nosem, gdy na ekranie pojawia się Travica. – Ty jesteś całkiem ładny, ale tobie pierwszemu przypierdolę przy najbliższej okazji – dodaję na widok Zaytseva.
Rozkręcam się wraz z rozwojem meczu. Komentuję wszystko co się da.
- Zjebałeś! – śmieję się do telewizora. – Ty zawsze wszystko zjebiesz! W ogóle to sam jesteś zjebem – stwierdzam i w tym samym momencie słyszę dzwonek do drzwi.
Wstaję od niechcenia i otwieram drzwi.
- Czego?! – drę się.
Nie mogę już nic więcej dodać, bo ktoś momentalnie obejmuje moja twarz dłońmi i bezprawnie wpija się w moje usta. Jestem na tyle pijana, że nie mam siły się opierać. Zastawiam się, kto mnie całuje, kiedy dociera do mnie znajomy zapach. Już wiem, kim on jest. Odrywa się ode mnie i odchodzi. Wszystko załatwił bez słowa, tak po prostu…
Zamykam drzwi, ale nie ruszam się z miejsca. Jestem zbyt oszołomiona. W końcu dociera do mnie rzeczywistość.
- Dragan Travica zdobywa punkt! – słychać głos komentatora.
- I to jest jego ostatni punkt…
~*~
Jest krótki, ale to już rozdział 6.! :D 
Zapraaaaszam do głosowania na bohatera mojego kolejnego bloga ;)


wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 5.

Jeżeli Dragan myślał, że razem udamy się na bankiet, to się pomylił. Specjalnie zamówiłam taksówkę pół godziny przed jego rzekomym przyjazdem, a żeby było jeszcze śmieszniej, umówiłam się z ochroniarzem, że pokaże mi nagranie z monitoringu, jak Travica usiłuje nawiązać ze mną kontakt.
Od minimum godziny impreza trwa w najlepsze. Nie znam ponad połowy osób na tym bankiecie, a co rusz jestem porywana przez nie na parkiet. Niestety nie pozostaje mi nic innego, jak uśmiechać się do nich i chichotać z wcale nieśmiesznych żartów. Raz zdążyłam usiąść przy stole i napić się wódki, ale zaraz potem znowu wirowałam na parkiecie.
W końcu jakimś cudem wpadam w ramiona Zaytseva, który co chwilę okręca mnie wokół własnej osi.
- Zaraz puszczę pawia na twoją nową koszulę – jęczę, a Ivan przestaje mną tak ostro obracać.
- Skąd wiesz, że jest nowa?
- A co, wyprana w Perwoll Black Magic? – odpowiadam sarkastycznie, na co on parka śmiechem.
- Ładna, mądra, wygadana… Mo, gdzie byłaś całe moje życie? – śmieje się.
- W Rzymie – mówię krótko i uśmiecham się sztucznie.
- Naprawdę?! Nigdy cię tam nie widziałem – śmieje się.
- Może dlatego, że to duże miasto – i kolejny spokojny obrót.  – Poza tym kiedy ty się rodziłeś, ja pewnie chodziłam już do szkoły, więc…
- Ej, ej, ej… Cofnij – uśmiecha się. - Aż taki młody to ja nie jestem!
- Nie? – mrużę oczy. – Masz rację – stwierdzam aktorskim poważnym tonem. – Wyglądasz dużo starzej – śmieję się.
- Faktycznie jesteś tak samo miła, jaką Dragan cię opisywał.
Drętwieje, jednak umiejętnie nie daję tego po sobie poznać.
- Travica o mnie opowiadał? – podłapuję temat. – Co takiego? – mrużę oczy.
- Wiele rzeczy – odpowiada krótko.
- Jakich? – drążę dalej.
- Mo!
- Słucham cię, Ivanie?
- Skończ już… - prosi.
Wzdycham ciężko i milknę, ale jedynie na kilka chwil. W oddali zauważam Dragana, który uważnie obserwuje mój każdy ruch. Uśmiecham się pod nosem i wtulam w Zaysteva. Przez krótki moment jest zaskoczony, jednak zaraz otula mnie swoimi umięśnionymi ramionami.
Spoglądam na Travicę. Siedzi z rękoma założonymi na piersiach i wciąż patrzy na mnie. Tym razem ma wściekle zaciśnięte usta i delikatnie ściągnięte brwi.
Jest zazdrosny. Widać to na pierwszy rzut oka.
-Kogo tak bacznie obserwujesz? – pyta Ivan i zerka w bok, gdzie w oddali dostrzega siatkarza. – No i wszystko jasne! – śmieje się.
- Co wszystko jasne?!
- On leci na ciebie, ty lecisz na niego…
- Wybacz, ale nie umiem latać – prycham.
- Na numerek jakoś poleciałaś – mówi cicho pod nosem, jednak dość wyraźnie i głośno, żebym mogła go zrozumieć.
Zamieram. Czuję jak robi mi się gorąco, a złość rozchodzi się po całym moim ciele. Przymykam oczy, zaciskam usta i policzki. Odsuwam się od Zaytseva i liczę na uspokojenie.
1…
2…
3…
Kurwa 4…
Nie, to nie działa.
- Coś się stało?
Nie kurwa, wkurzyłam się bez żadnego powodu. Bynajmniej TY mi żadnego nie dałeś.
Otwieram oczy, mierzę go wzrokiem i odchodzę. Przeciskam się między masą tańczących par, aż w końcu dochodzę do swojego miejsca przy stole. Biorę torebkę, z której sięgam telefon i wychodzę z budynku. Szybko wybieram odpowiedni numer i zamawiam taksówkę. 
Czekając, aż przyjedzie samochód siadam na ławeczce niedaleko wejścia i zaczynam zastanawiać się nad swoim życiem. Dochodzę do wniosku, że muszę w nim coś zmienić.
~*~
Przepraszam, przepraszam, przepraszam! To głupio zabrzmi, z racji tego, że są już wakacje, ale  - sprawy szkolne uniemożliwiły mi dodanie wczoraj rozdziału! ;)

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 4.

Cztery dni później siedzę w biurze, popijając chłodną już kawę. Po całym biurku porozwalane są zdjęcia z wypisanym imieniem i nazwiskiem zawodników oraz ich pozycją na boisku. Prezes stwierdził, że muszę znać swoich pracowników i ma racje.
Zbieram wszystkie kartki na jedną kupkę i chwytam w dłoń. Zaczynam przeglądać wszystkich sportowców, aż w końcu natrafiam na niego.
Dragan Travica.
Wpatruję się w jego zdjęcie, a delikatny uśmiech sam wkrada mi się na usta. Odlatuję, wspominając niedzielną noc spędzoną razem z nim.
- Witaj piękna – na ziemię sprowadza mnie męski głos.
- Pan Travica! Jak miło – uśmiecham się sztucznie. – Dobrze w końcu wiedzieć jak się nazywasz – dodaję z wyrzutem.
- Odezwała się ta, która się przedstawiła – prycha.
- Każda matka chciałaby znać nazwisko ojca swojego dziecka – wzruszam ramionami. – Odwrotnie zdarza się bardzo rzadko. Nie czepiaj się.
- Słucham?! – krzyczy zaskoczony.
Dokładnie takiej reakcji się spodziewałam, jednak mimo talentu aktorskiego, nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne – rzuca wściekle.
- Wybacz, potrzebowałam nieco rozrywki – mówię przez śmiech.
- Potrzebowałaś rozrywki? – pyta zaciekawiony. – W takim razie mam propozycję nie do odrzucenia – dodaje i podchodzi bliżej.
Siada na moim biurku i zaczyna bawić się jakimś kablem, który z niego wystaje.
- Jutro jest bankiet – zaczyna.
- Pierwsze słyszę – przerywam mu i wstaję z miejsca.
Podchodzę do okna, gdzie opieram się o parapet. Dragan nie zwraca na to uwagi, tylko kontynuuje, nie podnosząc wzroku.
- Skoro potrzebujesz rozrywki to… Możemy pójść razem – dopiero teraz spogląda na mnie i delikatnie się uśmiecha.
- Nie – prycham.
- Mówiłaś, że potrzebujesz rozrywki – wstaje z miejsca i zbliża się do mnie.
- Potrzebowałam, ale już nie potrzebuję – odpowiadam natychmiastowo. – Dostarczyłeś mi już jej, tatuśku – śmieję się.
- Wiesz, że to nie było śmieszne – kwituje.
- Dla ciebie może nie, ale dla mnie… - podchodzi do mnie i dłonie opiera o parapet tuż przy moich biodrach – bardzo – kończę.
Przybliża swoją twarz do mojej tak, że dzielą nas milimetry. Jest pewny siebie, widać to w jego oczach. Nie odsuwam się, tylko siedzę tak, jak siedziałam. Jedynie na twarzy pojawia mi się lekki uśmieszek.
- Spróbujmy jeszcze raz – mówi uwodzicielsko. – Droga Monico, nie znam milszej osoby od ciebie, która mogłaby potowarzyszyć mi na bankiecie.
Ledwo powstrzymuję się od śmiechu.
- Drogi Draganie, nie znam bardziej upierdliwego człowieka na Ziemi, z którym i tak nie pójdę na ten bal – odpowiadam i uśmiecham się zwycięsko. - Chciałeś coś jeszcze, czy już idziesz? – pytam po chwili milczenia.
- Wiesz, że i tak pójdziesz razem ze mną, prawda? – odpowiada pytaniem na pytanie.
- Chciałbyś – kwituję, śmiejąc się Draganowi prosto w twarz.
- Będę po ciebie o szóstej – dodaje i delikatnie muska moje usta.
Uśmiecha się dumnie i wychodzi z biura. Jestem w takim szoku jego zachowaniem, że pozostaję w bezruchu jeszcze kilka chwil. 
~*~
Niespodzianka! :D Jak tam Wasze świadectwa? Pochwalcie się! Bo u mnie... do kitu ;/

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 3.

Siedzę podirytowana w swoim gabinecie i męczę się z papierami, z którymi koniecznie muszę się zapoznać jeszcze dzisiejszego dnia. Czytam zdanie po zdaniu, analizując każde słowo, kiedy ktoś puka do drzwi.
- Proszę – rzucam od niechcenia, nawet nie podnosząc wzroku znad kartki.
- Monica? To tak masz na imię? – słyszę znajomy głos, który sprawia, że na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Spoglądam do góry. Dragan zamyka drzwi i opiera się o ścianę, zaplatając ręce na piersi. – Ładnie – mówi z uśmieszkiem na ustach.
- Nie mam teraz czasu – odpowiadam obojętnie i powracam do swojego poprzedniego zajęcia.
- Nie chcesz wyjaśnień? – pyta.
Unoszę wzrok i patrzę na niego oczekująco, ale nie mówię ani słowa. Trwa to dobrych kilkanaście sekund, a z każdą chwilą na usta Dragana wkrada się coraz większy zadziorny uśmieszek.
- Tak myślałem.
- Mam mało czasu. Gadaj i wypad – kiwam głową w kierunku drzwi.
- Oj nie Mo… Teraz jedziemy na moich zasadach…
- Tylko nie Mo... – przerywam mu, mówiąc przez zaciśnięte żeby.
- Teraz podniesiesz swój zgrabny tyłeczek z fotela – kontynuuje, kompletnie ignorując moją wcześniejszą uwagę – podejdziesz do mnie i złożysz soczystego całusa na moich ustach – uśmiecha się zadziornie. – Potem wsiądziesz do mojego auta i pojedziemy na kawę…
- Nie – znowu mu przerywam i uśmiecham się słodko.
- Pojedziemy na randkę – mówi głośniej, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że nie mam tu nic do gadania, bo będzie właśnie tak, jak on sobie zaplanował. – A potem…
- Słuchaj – ledwo co powstrzymuję się od śmiechu – nie lubię się angażować, więc nie masz na co liczyć.
- Dla mnie zmienisz punkt widzenia – uśmiecha się zadziornie.
- Twój punkt widzenia jest średniowieczny – śmieję się. – Nie powiem, masz seksowne ciało, ale ta twarz, ughh, ta twarz…
- I TAK WIEM, ŻE CI SIĘ PODOBAM! – krzyczy i wychodzi, trzaskając drzwiami.


 Tuż przed godziną 22 udało mi się w końcu wyjść z gabinetu. Budynek opuszczam jako jedna z ostatnich osób, a już na pewno jako ostatnia z zarządu. Wychodzę przed halę i spokojnym krokiem podążam na parking. Jestem padnięta i już nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do mieszkania. Długa, odprężająca kąpiel i błogi sen – tylko o tym teraz myślę.
Kilkanaście metrów przed miejscem, gdzie stoi moje auto, dostrzegam jakąś postać siedzącą na masce samochodu. MOJEGO samochodu. Mimo że w środku cała już się gotuję, na zewnątrz pozostaję spokojna. Powoli podchodzę do pojazdu i zatrzymuję się trochę na lewo od drzwi auta.
- Przepraszam, szukasz tu czegoś? – pytam chamskim tonem i nie spuszczam wzroku z mężczyzny.
Ten zaskoczony spogląda na boki, a kiedy dostrzega mnie, uśmiecha się szczerze. Dopiero teraz, w świetle zachodzącego słońca dostrzegam rysy jego twarzy.
- O nie… - wymsknęło mi się.
- Widzę, że bardzo ucieszyłaś się z mojego widoku – odpowiada mężczyzna, schodząc z maski samochodu. – Pomyśleć, że będziemy się widywać codziennie – śmieje się.
- Co ty tu robisz? Jest już późno, nie powinieneś być w domu i odpoczywać?
- Czekam na ciebie – uśmiecha się słodko i chowa ręce do kieszeni jeansów. – To gdzie jedziemy?
- Nigdzie – odpowiadam szybko i nerwowo. – Znaczy się TY nigdzie nie jedziesz, ja wracam do domu – mówię i sięgam kluczyki do torebki.
- Daj się gdzieś wyciągnąć… - prosi.
- Jest późno – kwituję.
- Wczoraj późna pora ci nie przeszkadzała…
- Ale dzisiaj mi przeszkadza!
Nerwowo otwieram drzwi samochodu od strony kierowcy i sprawnie wślizguję się do środka. Uśmiecham się sztucznie i macham mu na pożegnanie, po czym najzwyczajniej odjeżdżam, zostawiając Dragana samego.
~*~
Obiecuję, że jak będę miała  tylko trochę więcej czasu to piszę dłuższe! ;)

PS Może w piątek jakaś niespodzianka... :D

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 2.

Pierwsza ruszam z miejsca. Szybkim krokiem podążam wzdłuż korytarza, gdzie odgłos moich obcasów uderzanych o płytki roznosi się echem. Dragan rusza tuż po mnie. Jego kumple nawet nie zauważają, że dokądś odszedł. Idzie z lekko ściągniętymi brwiami, jest zaskoczony moim widokiem tak samo jak ja jego.
Pierwszy podchodzi do jakiś drzwi, do których ja mam jeszcze dobre pięć metrów. Otwiera je i wślizguje się do środka. Robi to tak cicho i sprawnie, że można by pomyśleć, że robił to już wcześniej tylko w innych okolicznościach. Wchodzę za nim do tego pomieszczenia. Drzwi sprawnie zamykają się i nastaje jasność. Domyślam się, że znajdujemy się w kantorku.
- Co ty tu robisz?! – pyta pierwszy i splata ręce na piersiach. – Nie mów, że się stęskniłaś, bo w to nie uwierzę – dodaje i unosi brwi, oczekując odpowiedzi.
- Miałam cię zapytać o to samo – mówię. – I nie, nie stęskniłam się, nie miałam za kim.
- Nie zmieniłaś swojego nastawienia od rana, wciąż jesteś bardzo miła – stwierdza sarkastycznie i robi wielki krok w moją stronę.
Po raz pierwszy dostrzegam kolor jego oczu. Są ciemne, brązowe, przypominają nawet trochę mieszankę czekolady i karmelu. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że Dragan wygląda jak mój wyśniony facet – wysoki mężczyzna o ciemnych oczach i muskularnej budowie.
- Po prostu szczera – wywracam oczami i cofam się trochę w tył, na co on zanosi się śmiechem. – Z czego się tak cieszysz, co? – pytam i marszczę brwi.
- Nie musisz się mnie bać, przecież nic ci nie zrobię – uśmiecha się przyjaźnie.
- Nie mam czego się bać! – krzyczę. - Moje szpilki plus twoje krocze równa się wielki ból – dodaję już nieco ciszej i dumnie zaplatam ręce na piersiach.
- Czy to jest groźba?
- Tylko ostrzeżenie – szepczę, na co on uśmiecha się zadziornie.
Znowu przybliża się do mnie, jednak ja już nie mogę się cofnąć. Stoję przyparta do ściany, kiedy Dragan opiera swoją dłoń tuż obok mojej twarzy. Powoli i subtelnie pochyla się, a moje serce bije coraz szybciej. Już czuć intensywny zapach jego perfum. Zamykam oczy tuż przed tym, jak delikatnie muska moje usta.
Po całym moim ciele przechodzi przyjemny dreszcz. Chłopak przestaje mnie całować i powoli odsuwa się, jednak szybko kładę rękę na jego klatce piersiowej. Mam ochotę na zdecydowanie więcej…
Zaciskam dłoń na jego koszulce i przyciągam do siebie. Nie opiera się, tylko od razu przechodzi do rzeczy. Całuje mnie namiętnie, zachłannie. Cała jego delikatność sprzed chwili gdzieś znikła. Zarzucam mu ręce na szyję i z taką samą zachłannością oddaję pocałunki. Przywiera do mnie ciałem, a dłońmi błądzi między moimi placami a pośladkami, by w końcu po chwili zatrzymać się na moim tyłku. Unosi mnie do góry, a ja oplatam swoje nogi wokół jego bioder.
Im dalej się posuwamy, tym mam ochotę na więcej. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam, ale zaczyna mi się to podobać.
Oboje zamieramy w chwili, gdy ktoś szarpie klamką do drzwi, które na szczęście się nie otwierają. Dragan odskakuje ode mnie zaskoczony i spogląda z przerażeniem na drzwi. Słyszę jak głośno przełyka ślinę.
- Co za gówno – do naszych uszu dochodzi damski głos, który cicho klnie pod nosem.
Odwracam głowę i w tym samym momencie ktoś z hukiem wparowuje do pomieszczenia, kopniakiem załatwiając swój problem z drzwiami.
- O! Cześć Dragan – mówi dziewczyna i słodko uśmiecha się do chłopaka.
Ma na sobie zwykły, szary t-shirt, ciemne, jeasnowe spodnie i ciemnoniebieski fartuch. Jej włosy są niedbale spięte klamrą, przez co do końca nie widać jej rysów twarzy, ale po głosie można się domyślić, że ma mniej niż 30 lat.
- Hej – odpowiada niepewnie mężczyzna i podchodzi do mnie, by objąć mnie ramieniem. – Tu, jak widzisz, jest kantorek, także… Możemy przejść już dalej.
Rusza z miejsca, a ramieniem napiera tak mocno, że i ja muszę zacząć iść. Kiedy wychodzimy z pokoju, Dragan szybko zatrzaskuje drzwi i puszcza mnie. Z ulgą wypuszcza powietrze z ust.
- Mógłbyś mi wytłumaczyć, co…
- Nie teraz – mówi i zaniepokojony odwraca się w stronę swoich kumpli.
- Ale…
- Później – rzuca na odchodne i rusza z miejsca. – Później… - powtarza ledwo słyszalnie pod nosem.
~*~
Pod poprzednim postem zapomniałam dodać, że obiecałam nie pisać już więcej historii ;) Niestety, jak widzicie, obietnicę złamałam ;/ Mam tylko nadzieję, że ta moja, jak kto określił "moda na sukces" przypadnie wam do gustu ;D

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 1.

Powoli otwieram swoje zaspane oczy. W duchu dziękuję, że wszystko jest znajome: kolor ścian, meble, bałagan… Zadowolona uśmiecham się pod nosem i przewracam na plecy.
Luźno rzucam swoją prawą ręką na miejsce obok mnie. Zamiast na miękką pościel, moja dłoń natrafiam na coś twardego, co pod wpływem uderzenia wydaje z siebie cichy, prawie niesłyszalny jęk. Powoli odwracam głowę. Jestem zbyt senna, żeby cokolwiek do mnie docierało.
Obok mnie leży mężczyzna, na oko przed trzydziestką. Ma krótko ostrzyżone, ciemnawe włosy i kilkudniowy zarost. Śpi z łagodnym wyrazem twarzy i lekko rozchylonymi ustami.  Jest wysoki, nawet bardzo, bo nogi wystają mu poza krawędź mojego łóżka. Kołdra zakrywa tylko jego biodra i kawałek ud, przez co można zobaczyć mięśnie wyrzeźbione na brzuchu. Ramiona też wyglądają na silnie zbudowane. Leży na plecach, z lewą dłonią położoną na klatce piersiowej. Druga ręka swobodnie zwisa z łóżka, gdzie opuszkami palców dotyka mój jedwabny szlafrok.
Powoli i ostrożnie, byleby tylko nie obudzić mojego gościa, wymykam się z łóżka. Po cichu, na palcach podchodzę do miejsca, gdzie porozrzucane są nasze rzeczy. Sięgam swój szlafrok i delikatnie  wysuwam go spod dłoni mężczyzny. Zakładam go na swoje nagie ciało i obwiązuję pasek w talii. Na drugim końcu pokoju dostrzegam poduszkę. Mała, czerwona, delikatna w dotyku. Mama wręczyła mi ją na pożegnanie, ponoć sama dostała ją od babci w dniu swojego ślubu i ma przynosić szczęście w związku.
Już normalnym krokiem podchodzę do szafy, przy  której leży ten prezent pożegnalny. Sięgam po niego i trzymając poduszkę w dłoniach, podchodzę do łóżka. Staję tuż przy nogach mężczyzny, skąd mam doskonały widok na jego niewinny wyraz twarzy. Bez większych wyrzutów sumienia zamachuję się i rzucam poduszką wprost w jego słodką buźkę.
Wzdycha głęboko i prawą ręką, która beztrosko zwisała z łóżka na ziemię, chwyta miękki przedmiot. Zdejmuję poduszkę z twarzy i wyrzuca ją wprost na mnie. Robię szybki unik, przez co prezent pożegnalny uderza o ścianę i upada na podłogę.
- Zamach na czyjeś życie? To jest karalne – stwierdzam niemiłym tonem i zaplatam ręce na piersiach.
- Mógłbym powiedzieć to samo – prycha mężczyzna i uśmiecha się sztucznie, na co mierzę go wzrokiem.
Siada na skraju łóżka i zakrywa się kołdrą. Zaczyna rozglądać się po pokoju, aż w końcu jego spojrzenie zatrzymuję się na jeansowych spodniach beztrosko wiszących na drzwiach szafy.
- Mogłabyś? – pyta, ruchem głowy wskazując na ubranie.
Wzdycham głośno i sięgam po jego część garderoby. Rzucam mu spodnie na łóżko, a dłonie opieram na biodrach.
- Pójdę wziąć prysznic, a kie…
- Mogę z tobą? – przerywa mi i uśmiecha się zadziornie.
- Nie – odpowiadam krótko i bez grama życzliwości w głosie.
Przysięgam, że jeżeli on zaraz nie zniknie mi z oczu to strzelę go patelnią w ten jego pusty łeb.
- Jakaś ty miła… - stwierdza i chwyta swoje spodnie.
- Koleś – rzucam wściekle. Moja cierpliwość się właśnie skończyła. –  Drzwi są na wprost, kiedy skończę brać prysznic, ciebie ma tu nie być.
- Dragan jestem, jakby co! – krzyczy za mną.
- Nie ważne – obojętnie macham ręką.
Odwracam się na pięcie i szybkim krokiem wychodzę z sypialni. Po drodze zgarniam jakiś ręcznik, który leży na półce w szafie i świeżą bieliznę.
Zamykam drzwi od łazienki i od razu opieram się o nie plecami. Zamykam oczy i biorę kilka głębokich wdechów. Koniec z jednorazowymi przygodami, obiecuję sobie, najwyższy czas wziąć się za siebie. Podchodzę do kabiny prysznicowej i odkręcam wodę. Mam ochotę zatracić się w zupełnie innym świecie, odizolować od tego, co się tu dzieje, a przede wszystkim od swoich złych nawyków.
Czas mi na to nie pozwala, dlatego biorę jedynie szybki prysznic. Wychodzę z łazienki nakryta szlafrokiem i powoli, na palcach sprawdzam każde z pomieszczeń w mieszkaniu. Nigdzie go nie ma, poszedł.
Z ulgą wypuszczam powietrze z płuc. Uśmiecham się pod nosem i kieruję w stronę sypialni, gdzie z szafy wyjmuję jakąś sukienkę w kolorze mięty. Bez rękawów, zapinana z tyłu na zamek. Sięga mi trochę przed kolana.
Po kwadransie jestem już gotowa do wyjścia, ubrana i umalowana. Z oparcia krzesła zabieram swoją torebkę i pakuję do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Przewieszam ją przez ramię i wychodzę z mieszkania. Wsiadam do windy i zjeżdżam na sam dół. Po drodze, na trzecim piętrze dołącza do mnie jakiś facet. Ma na sobie niebieski T-shirt i ciemne dresowe spodnie. W dłoni trzyma jakiś sprzęt, chyba mp4, do którego podłączone są białe słuchawki. Staje tuż obok mnie, mimo że w windzie jest jeszcze sporo miejsca. Nie spuszcza ze mnie wzroku, przez co czuję się trochę nieswojo. Zaczynam się modlić, żeby winda się zatrzymała. Nieważne gdzie, byleby tylko stanęła.
W końcu drzwi rozsuwają się, a ja mogę opuścić cały ten budynek. Szybko wychodzę na zewnątrz i wsiadam do swojego samochodu. Srebrna Honda Accord Sedan – prezent od taty z okazji ukończenia studiów z wyróżnieniem.
Z niewielką pomocą GPS-u dojeżdżam na miejsce. Trzeba przyznać, że cały ten budynek robi wrażenie. Ale czemu tu się dziwić: wielka hala, wielki klub. Wychodzę z auta i swoje kroki kieruję do wejścia głównego. Nie obyło się też bez wzroku przechodniów.
Wchodzę do środka. W oczy od razu rzuca mi się panująca tam szarość. Jedynie drzwi mają jasny odcień drewna. Rozglądam się dookoła i na drugim końcu korytarza zauważam grupkę mężczyzn. Każdy z nich jest nieprzeciętnie wysoki i ma przewieszoną torbę przez ramię. Zaczynam się zastanawiać, co ja tu robię, skoro nawet nie wiem jak wyglądają tutejsi siatkarze, o zarządzie klubu już nie mówiąc.
Nagle jeden z mężczyzn odwraca głowę i nasze spojrzenia spotykają się. Dociera do mnie, że gdzieś już widziałam tę twarz, tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
Zamieram, wszystko już wiem…
- Dragan… – szepczę, a w głębi duszy mam ochotę się zabić za swój durnotę.
~*~
Punkt 20:30 historia rusza pełną parą :D Mam tylko nadzieję, że nie zniechęcicie się moim słabym piórem ^^ Śmiało komentujcie nawet jeżeli rozdział nie przypadnie Wam do gustu.
PS Rozdziały będą się ukazywać co poniedziałek o godzinie 20:30 ;) Zapraszam! ;D